W Tallinie podobnie jak w przypadku poprzednich miast spędziliśmy dwa dni. Estońska stolica była najpiękniejszą ze stolic odwiedzonych podczas podróży. Ostatnim miastem były Helsinki, do których popłynęliśmy promem. Poprzednie wpisy z wyjazdu: Wilno - najciekawsze atrakcje Ryga - Stare Miasto Ryga - atrakcje poza Starym Miastem 1.Antresola. Poznań restauracje to naprawdę szeroka oferta miejsc i lokali, gdzie znajdziemy najprzeróżniejsze dania w menu. Antresola jest natomiast jednym z tych miejsc, do których chcesz wracać. To jadłodajnia i kawiarnia w jednym. To miejsce, które nie bazuje na stałej karcie menu, ponieważ potrawy są często zmieniane. Ich historia jest dość niesamowita, bo zostały wybudowane całkiem gdzie indziej (pod Lipawą), w całkiem innym celu (jako hangary dla sterowców używanych podczas I Wojny Światowej). Po wojnie, w 1926 roku, zostały przeniesione do Rygi. W latach 30. były jednymi z największych i najbardziej nowoczesnych hal tego typu. El Cine – Gdzie warto zjeść na Teneryfie? Świeże ryby i owoce morza, głównie grillowane, a czasem smażone. Jako dodatki do wyboru: papas arugadas, frytki i sałatka pomidorowa. Nie róbcie nam tego i nie zamawiajcie frytek- w El Cine mają zdecydowanie najlepsze papas arugadas i sosy mojo na świecie! Polecamy mątwę ( chocos a la Menu. Karta dań w Ö mocno nawiązuje do smaków typowych dla Saaremaa. Mamy tu do wyboru menu w dwóch wariantach. Pierwsze to Taste journey (7 elementów za 59 EUR), drugi – Taste exploration (10 elementów za 79 EUR). Bardziej rozbudowane menu obejmuje 7 potraw, które wchodzą w skład journey, uzupełnionych o 3 dodatkowe. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Nợ Xấu. Już Wam pisałam o tym, że 2 dni na zwiedzanie Tellinna w zupełności wystarczy. No chyba, że chcecie zajrzeć do każdego muzeum i kościoła – w takiej sytuacji jedźcie na dłużej. Obiecałam Wam też, że opowiem o tym co i gdzie warto zjeść będąc na weekend w Tallinnie. Co w niniejszym wpisie czynię. Planujecie spędzić weekend w Tallinnie? Być może będziecie chcieli skorzystać z mojego przewodnika po kompaktowej stolicy Estonii (tu znajdziecie link) albo podążycie tam, gdzie Was nogi poniosą. Polecam niespiesznie przespacerować się wąskimi uliczkami Starego Miasta, zejść z niego w stronę dworca kolejowego a następnie malowniczej dzielnicy Kalamaja. Ale o tym przeczytacie we wspomnianym wpisie. To co jeszcze polecam zrobić to zajrzeć do lokalnych sklepów spożywczych i poszperać po pułkach. Wypatrujcie na nich specjałów estońskiej kuchni i koniecznie spróbujcie. Jedna uwaga – we wszystkich opisanych miejscach płaciłam kartą, w opcji bezdotykowo. Gotówka nie będzie Wam w Tallinnie potrzebna – będzie wręcz przeszkadzała w szybkim załatwieniu płatności. Miejcie oczywiście kilka EUR pod ręką – na napiwki w restauracjach. . .1. CYNAMONOWE BUŁKI Te aromatyczne wypieki popularne są w całej Skandynawii a niektórzy (link) zaliczają do tego regionu również Estonię. Jak będziecie w Tallinnie koniecznie spróbujcie bułek z cynamonem oraz z kardamonem. Kupicie je w każdym sklepie, w piekarni, w cukierni. Ja zajadałam się nimi codziennie – kilka razy dziennie. Aż przesadziłam i teraz będę odpoczywać od nich aż do zimy – dłużej nie wytrzymam. W Tallinnie polecam odwiedzić piekarnię Pagarini w Kwartale Rotermann – tu różne wypieki kosztują 0,80 EUR za sztukę. . . A na świeże – jeszcze gorące bułki wybierzcie się do kawiarni/piekarni ROST – też zlokalizowanej w Kwartale Rotermann. Z samego rana, zaraz po otwarciu, będziecie mieli okazję nie tylko trafić na wolne krzesło ale też posmakować dopiero co wyjętych z pieca bułek. Do wyboru są cynamonowe, z kardamonem, z serem, z jabłkiem w cenie 2,00-2,50 EUR za sztukę. Za kawę zapłacicie od do 3,50 EUR – w zależności od tego, którą wybierzecie – klasyczną na espresso czy może przelew. . . .2. CIEMNY CHLEB ŻYTNI Spotkacie go wszędzie – w restauracji, kawiarni, sklepie, supermarkecie. Ciemny, w niektórych wersjach nawet czarny, chleb żytni jest kulinarną wizytówką Estonii. Trafiłam na czysty (bez przypraw), niewyrośnięty chleb uformowany i przekrojony już w kanapki firmy Leibur. Przyznaję – bardzo to wygodne. Wyciągacie z opakowania gotowe kanapki – wystarczy je tylko napakować wsadem i posiłek gotowy. Taka na przykład kolacja jak w pkt 3. Ale w piekarniach i sklepach możecie zaopatrzyć się w bochenki żytniego chleba. Tylko czytajcie albo pytajcie o skład bo możecie, tak jak ja, trafić na pieczywo z przyprawami. Z takim np. kminkiem albo anyżem. No i smutek wtedy może być wielki jak nie darzycie ich sympatią – ja nie darzę. . .3. ZAKWAS ŻYTNI – DO PICIA Lekko gazowany, słodkawy w smaku, lepiej smakuje dobrze schłodzony. Kupicie go np. w sklepach Rimi w sekcji z napojami typu cola. Cena to około 1,00 EUR za 1 litr napoju firmy Kali. No nie jest to moja bajka. Po pierwsze nie pijam gazowanych napojów bo moje jelita ich nie tolerują (pisałam Wam o mojej walce z IBS) a po drugie nie pijam słodzonych napojów. Więc trochę się pomęczyłam z tym Kali – zrobiłam dwa podejścia i się poddałam. Ale tak czy inaczej – polecam spróbować jak będziecie na weekend w Tallinnie. Zawsze to kolejne doświadczenie kulinarne. . .4. SZPROTKI Oto kolejny produkt wpisany na moją listę do zjedzenia – szprotki. Nic w tym dziwnego – Tallinn to bałtyckie miasto – posiada port, łowi ryby, zjada ryby. Szprotki zjeść możecie w restauracjach, barach, na targach a możecie je też kupić w sklepie i zjeść w hotelu czy apartamencie. Wybór jest spory – szprotki w oleju, szprotki marynowane w sosie własnym (chyba właśnie na takie trafiłam – zdjęcie poniżej), wędzone, smażone, z przyprawami, w warzywach. Jakie tylko sobie wypatrzycie. Pewne jest jedno – koniecznie spróbujcie kanapki z razowego chleba ze szprotkami. Oj mogłam do tej kanapki kupić jakieś ogórki albo kapary – wybiłyby się ponad słonawo-mdły smak tych szprotek i słodkawy zakwas. . . .5. MARCEPAN I CZEKOLADA Wyczytałam gdzieś, że Tallinn słynie z marcepanu. Nie zauważyłam miejsc, które specjalnie podkreślałyby ten fakt. Chyba spodziewałam się odnaleźć jakąś cukiernię, która specjalizuje się w tym słodyczach – a takiej nie znalazłam. Estonia ma za to producenta czekolady – firmę Kalev, która produkuje różne produkty czekoladowe a w Baltic Jaama Turg ma swój sklep firmowy. Marcepanowe cukierki znalazła, kupiłam i wszystkie zjadłam na miejscu. Polecam kupić choć w tym przypadku nie musicie podążać moim śladem i zjadać prawie wszystkich przy jednym posiedzeniu. . A oto co przywiozłam do Polski z Tallinna. puszkę szprotek – tym razem wędzonych różne wersje żytniego chleba w tym Muhu Leib z kminkiem i anyżem – ten znalazłam na lotnisku w Tallinnie czarną czekoladę firmy Kalev . Weekend w Tallinnie – wegańskie i przyjazne weganom miejscówki Lista przestawia lokale w kolejności odwiedzenia/jedzenia: . .1. RUBY Food & Cafe Czynne – codziennie z wyjątkiem sobót Kuchnia koszerna, przekąski . Przylot do Tallinna i przedostanie się z lotniska do wynajętego apartamentu zajęło mi około 2,5 godziny. A to oznaczało, że jak tylko odebrałam klucze i rzuciłam walizę na podłogę, ruszyłam w poszukiwaniu jedzenia. Całe moje szczęście, że miałam blisko do Kwartału Rotermann (Rotermanni) i znajdujących się tu knajpek. Była niedziela i kilka z nich było zamkniętych ale czynny był niewielki, koszerny lokal RUBY Food & Cafe serwujący bajgle, sałatki, małe przekąski i całkiem niezłą kawę. Na miejscu znajduje się też sklepik (kilka regałów) z koszernymi produktami. Duża kawa z owsianym mlekiem (całe szczęście się nie zważyło) i bajgiel z warzywami kosztował 11,30 EUR. . . .2. Vegan Inspiratsioon Czynne: codziennie od 09:00 do 22:00 Adres: u zbiegu ulic Pagari 1/Lai 44, Stare Miasto Kuchnia: wegańska (link) . Luźna atmosfera, większa przestrzeń, przyjazna obsługa – tego możecie się spodziewać po wegańskiej Vagankohvik Inspiratsioon. W tutejszej karcie znajdziecie duży wybór wegańskich dań – od sałatek, wrapów, dań na ciepło z woka, falafeli po dania dla dzieci, desery i ciekawy wybór napojów bezalkoholowych i tych z alkoholem np. lokalnych piw. Trafiłam tu w niedzielę, późnym popołudniem, szukając czegoś niewielkiego na kolację. Z menu wybrałam wegańską sałatka ziemniaczaną (6,40 EUR), ciasto czekoladowe z malinowym sosem (3,90 EUR) oraz lokalną, estońską ziołową herbatę (2,50 EUR). Smaczne to było i porcje wcale nie takie małe. . . .3. Veg Machine w Baltic Jaama Turg kuchnia – wegańska czynne – tak jak Balti Jaama Turg (link) . Veg Machine wyszukałam przez aplikację Happy Cow. Muszę przyznać, że działa ona całkiem sprawnie w Warszawie, Tallinie, w Helsinkach (o nich napiszę już wkrótce). A samo Veg Machine to niewielkie stoisko na terenie hali targowej, w którym zjecie dania typu street food. Ja wybrałam meksykańskiego wrapa (5,00 EUR). Na terenie Balti Jaama Turg znajduje się jeszcze wegańska cukiernia/kawiarnia Toormoor i kilka innych lokali, które w ofercie mają wybrane wegańskie dania. . . .4. La MUU W poprzednim wpisie o Tallinnie wspominałam Wam o kreatywnym centrum TELLISKIVI LOOMELINNAK (ang. Telliskivi Creative City). Tu traficie na kilka restauracji, kawiarnie i bardzo popularną lodziarnię La MUU, która w swojej ofercie na kilkanaście różnych smaków w tym kilka wegańskich. Ja skusiłam się na śmietankowo – owocowy Vegan Kiss (2,00 EUR za taką dużą porcję jak na zdjęciu poniżej). . . .5. Oivaline Tervislik Tort kawiarnia ze zdrową żywnością czynne: link do FB . W poprzednim wpisie o Tallinnie obiecałam Wam wspomnieć o tym gdzie zatrzymać się na kawę i jedzenie w dzielnicy Kalamaja. Nie ma tu dużego wyboru. Ani Google Maps (opcja wyboru restauracji w pobliżu lokalizacji, w której się znajdujecie) ani aplikacja Happy Cow nie wskazywały na wielki wybór lokali w tej okolicy. Google Maps była nawet lekko nieaktualna bo pokazywała kawiarnię, której pod wskazanym adresem już nie było. Ale udało się i w końcu dotarłam do ciekawego miejsca. Oivaline Tervislik Tort to przyjemna kawiarnia/restauracja urządzona nowocześnie w porównaniu do lokali obecnych na Starym Mieście w Tallinnie. Usiądziecie tu na wygodnych sofach, zamówicie ciasto z kawą lub coś bardziej wytrawnego – sałatkę a może kanapkę. Będą na spacerze w Kalamaja wstąpcie tu i złapcie chwilę oddechu. . . .6. Bliss Tray w budynku Solaris kuchnia – wegańska czynne: (link do FB) Ta wegańska, samoobsługowa restauracja, mieści się na 2 piętrze domu handlowego Solaris – dojdziecie do niej przechodząc przez sklep Apollo. . W Bliss Tray sami komponujecie swoje dania – macie do wyboru bufet ciepły i zimny. Wystarczy wziąć duży talerz i nałożyć na niego wybrane pozycje a następnie podejść do wagi i kasy w jednym. Waga zważy wasze danie i policzy cenę. Płatność odbywa się bezgotówkowo. Ja zdecydowałam się na ryż i kilka wersji duszonych warzyw na różne sposoby. Zapłaciłam za nie 8,51 EUR. Woda podawana jest bezpłatnie. Inne napoje np. kawę czy herbatę zamówicie przy barze znajdującym się blisko wejścia. Wstąpcie tu koniecznie – to jedno z nielicznych miejsc kulinarnych w Tallinnie, które nie mieści się w piwnicy albo zamkniętej hali. . . .7. Vegan Restoran V kuchnia – wegańska w wydaniu fine dining czynne – link do FB lokalizacja – Rataskaevu 12, Stare Miasto . Miałam to miejsce na liście do odwiedzenia i całe szczęście, że wstąpiłam tu już pierwszego dnia swojego pobytu w Estonii. Okazało się, że Vegan Ristoran V przyjmuje gości wyłącznie na wcześniej zgłoszone rezerwacje. Lokal jest malutki (w środku ma około 10 stolików z czego większość 2-osobowych) a jednocześnie jest bardzo popularny. Udało mi się zrobić rezerwację na ostatni dzień pobytu. Z krótkiej karty wybrałam polecaną przez obsługę przystawkę – sałatę “owoce morza” z łososiem z marchewki, glonami, ogórkiem i chlebkiem z soczewicy (5,00 EUR) a z dań głównych specjalność dnia – makaron nadziewany grzybowym farszem, podany z sosem z białego wina (9,50 EUR). I chociaż od roku alkoholu unikam to pijam go okazjonalnie – w ramach poznawania lokalnej kuchni. Do przystawki zamówiłam lokalne piwo Puhas LOVE warzone w Estonii przez Lehe Pruulikoda (4,00 EUR) a jako deser produkowany w Estonii likier/rum Old Tallinn (2,30 EUR). Kolacja w Vegan Rostoran V była największym wydatkiem podczas mojego pobytu w Estonii – i zdecydowanie wartym każdego euro centa. . . Jeżeli macie pytania śmiało piszcie via Facebook albo Instagram. Namiary znajdziecie na samej górze bloga. A jeżeli będziecie szukać noclegu w Tallinnie (i nie tylko) to skorzystajcie z mojego linka i rabatu 50 zł. . W Tallinie po raz pierwszy byliśmy w drodze do Norwegii. Czekał tam na nas prom, którym mieliśmy dopłynąć do Helsinek. Czas pozwolił tylko na szybkie rzucenie okiem na miasto. Nigdy nie planowałam tam wrócić, aż do czasu, kiedy Ecolines rzuciło pulę biletów za 30 zł w dwie strony. Pomyślałam: czemu nie? Najwyżej nie pojedziemy. Szybko kupiłam bilety, zanim się rozeszły i tym sposobem marcowy weekend spędziliśmy prawie w Skandynawii. Według moich obliczeń czekało nas 17 godzin jazdy z przesiadką w Rydze. Czas upłynął szybko i niezbyt męcząco jak na taką podróż. Wybór filmów pozostawiał wiele do życzenia, więc zostałam skazana na literaturę podróżniczą i zmieniający się krajobraz za oknem. W Tallinie czuć mroźny powiew Skandynawii. Minusowa temperatura nie dawała o sobie zapomnieć, ale to nie miało znaczenia, bo Tallinn jest przepiękny, różnorodny, ciekawy i całkiem inny, niż pozostałe, europejskie stolice. Z braku czasu przed wyjazdem za bardzo nie zagłębiłam się w atrakcje, które miały na nas czekać na miejscu. Zdałam się na opinię, że najlepsza część Tallinna znajduje się po wyjściu ze starówki. Doczytałam na szybko, że warto zjeść zupę z łosia, zabrać termiczną bieliznę i koniecznie udać się na spacer wzdłuż zatoki. Pierwszego dnia natura obdarzyła nam dużą ilością promieni słonecznych, a drugiego prawdziwą zimą. To prawda, Tallinn przykryty białym puchem prezentuje się bardzo ładnie, tylko ludzi na ulicach było jakby mniej. Odpowiednie przygotowanie pozwoliło nam się skupić na zwiedzaniu, a nie na temperaturze mrożącej krew w żyłach. Mam nadzieję, że poniższa lista miejsc odwiedzonych przez nas, przyda się także Wam podczas odkrywania Tallinna. Wycieczka w te strony to naprawdę dobry pomysł:) W końcu nie codziennie mamy możliwość odwiedzić miasto, gdzie powstał Skype. Przeglądając inne strony, blogi o Tallinnie notorycznie trafiam na wpisy o Starym Mieście. Ok, nic dziwnego, jest to piękna i reprezentatywna część miasta, ale chcemy pokazać Wam, że Tallin to nie tylko starówka, ale także mnóstwo, innych miejsc, które zostają w pamięci na długo:) Zacznijmy od kuchni. III Drakon Kolejny, trafny wybór jeżeli chodzi o knajpy. III Drakon jest średniowieczną karczmą znajdującą się, tuż przy ratuszu. Pomysłodawca zadbał oto, aby klient dosłownie przeniósł się w tamte czasy. Bar zrobiony jest w ciemnym i kamiennym miejscu. Można odnieść wrażenie, że wchodzi się do lochu. W środku wszystko oświetlone jest za pomocą świec. Dania serwowane są na glinianej zastawie i oczywiście sztućców tam nie uraczymy. Nawet jeżeli poprosimy o łyżkę to dostaniemy odpowiedzieć, że przecież jesteśmy w średniowieczu, więc łyżek nie ma 🙂 Nie pozostaje nic innego, niż spożywanie zupy wprost z glinianej miski. Tutaj możemy zjeść słynną zupę z łosia (elk soup) za 2 euro. W internecie coś źle przeczytałam i myślałam, że chodzi o zupę z łososia. Łosoś okazał się łosiem, a jednocześnie idealnym wyborem. Serwowali także żeberka, kiełbasy, własnoręczne pieczone bułki ze szpinakiem, mięsem, marchewką i dobre piwo. Za dodatkową opłatą można było sobie łowić ogórki kiszone z beczki do woli. Przy barze również można było poprosić o plasterki suszonego mięsa z łosia. Siedząc w prawie totalnej ciemności niekoniecznie widzimy co jemy, a więc można skupić się tylko na smaku i zapachu 🙂 Warto tu zajrzeć przede wszystkim dla klimatu, który tam panuje 🙂 Jest to trochę turystyczne miejsce, ale jedzenie i wystrój wynagradza wszystko:) Kompressor Kultowa naleśnikarnia w Tallinnie. Skradła serce zarówno turystów jak i mieszkańców. Kolejki jak do naszego Manekina, ale warto postać w przejściu przez 10 minut, aby zjeść dobrego i taniego naleśnika. Jeżeli do tego zaserwujecie sobie zupę i piwo to ledwo co wyjdziecie z tego miejsca o własnych siłach. Serwują dobre, wiśniowe piwo i zadziwiająco dobrą solankę. Zupa grzybowa i krewetkowa również jest niczego sobie. A wszystko to w komunistycznym wystroju. Wszystko pyszne i tanie, a do tego w centrum. Czy może być bardziej idealne miejsce? Stare Miasto Stare miasto w Tallinnie dzieli się ma Górne Miasto i Dolne Miasto. Piękne zachowana starówka z murami obronnymi przyciąga nie tylko turystów. Postanowiliśmy po prostu pochodzić po starym mieście bez konkretnego celu czy miejsc, które warto zobaczyć. Pierwszego dnia mieliśmy wrażenie, że teren starówki jest naprawdę duży. Z każdym dniem okazywała się coraz mniejsza, po prostu chodziliśmy w kółko:) Na pewno warto wybrać się chociaż na jeden taras widokowy, zobaczyć mury obronne, Plac Wolności i ratusz. Reszta jak się trafi po drodze to będzie dobrze. Nie chciałam się skupiać na tym miejscu, bo mam wrażenie, że wszystkie starówki są dość podobne. Nie po to się jedzie do Tallinna, aby rozpływać się nad starym miastem. Tyle miejsce jest do odkrycia! Klikając tutaj macie wypisane wszystkie kościoły, baszty i inne atrakcje na terenie starego miasta. Linnahall Zawitaliśmy tam za pierwszym razem, kiedy byliśmy w Tallinnie, ale wcześniej nie wiedziałam, co to za bryła betonu. Podczas ostatniej wizyty już miałam świadomość, że ten, opuszczony kompleks został wybudowany z okazji Letnich Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku. Z kolei w Tallinie z tej okazji odbywały się zawody żeglarskie. Radziecki duch nadal tu żyje. Miejsce wygląda na pozostawione samo sobie. Być może kiedyś znowu doczeka lat swojej świetności. Póki co obeszliśmy cały, betonowy kompleks w towarzystwie słonecznych promieni, lekkiego mrozu i pięknej Zatoki Tallińskiej. Tuż obok mieści się przystań z której odpływają katamarany w kierunku Helsinek. Nie przegapcie tego miejsca, jest niesamowite 🙂 Dzielnica Rotermann Kilka kroków od starego miasta, w sercu Tallina zobaczyć możemy luksusową i industrialną dzielnicę. Po odwiedzinach w Łodzi jeszcze bardziej lubimy surowe i industrialne klimaty, zwłaszcza jak przemysł kontrastuje z nowoczesnością. Rotermann jest dość ekskluzywną dzielnicą, gdzie mieszczą się sklepy, biura, mieszkania i lofty. Stare fabryki zostały wykorzystane ponownie, obok nich powstały także nowe budynki. Wszystko z wyższej półki. A dla nas, odwiedzających najważniejsze, że dzielnica wizualnie robi wrażenie i nie wiadomo w którą stronę kierować obiektyw. Specyficzny klimat również unosi się w powietrzu. Ponadto jest to dość rozrywkowa dzielnica tętniąca życiem. Jeżeli chcecie udać się na wrześniowy festiwal światła to już wiecie gdzie;) Opuszczone więzienie Patarei Jedno z naszych ulubionych miejsc w Tallinie. W poprzednim wpisie (klik) pisaliśmy o odwiedzinach w tym opuszczonym więzieniu. Zdecydowanie jest to miejsce na, które warto poświęcić dwie godziny. W murach więzienia kryje się wiele, ciekawych historii, często przerażających. Warto pamiętać, że temperatura w środku drastycznie spada, także wskazane jest ciepłe ubranie;) Kalmaja Charakterystycznym elementem tej dzielnicy są drewniane 2 lub 3-piętrowe bloki. Wyobrażacie sobie mieszkać w drewnianym domu w mieście, gdzie temperatura przez większość miesięcy w roku jest niska? Mimo wszystko dzielnica zachwyca. Ponoć na jej terenie znajduje się, aż 500 takich drewnianych i kolorowych domków. Niektóre są piękne, idealnie pomalowane, a inne odstraszają swoim stanem. Po drodze można zobaczyć domek, który specjalnie został wystylizowany na drewniany i stary. Wbrew pozorom dzielnica nie jest robotnicza, a nawet mówi się o niej “hipserska dzielnica”. Przyciąga głównie artystów, nic dziwnego:) Będąc tutaj możemy zobaczyć całkiem inne oblicze Tallinna. Pirita Jednym z pierwszych rzeczy, które chciałam zrobić w Tallinnie był spacer wzdłuż zatoki. Pirita jest dzielnicą nadmorską, gdzie rzekomo w lato rozkładają się plażowicze. Spacerujemy deptakiem w otoczeniu mew, mrozu i błękitnej wody. Mocno we znaki dawał się silny wiatr i niska temperatura – roznegliżowanych plażowiczów zobaczyliśmy tylko oczami wyobrażni. Co nie jest dziwne zważywszy na to, że byliśmy tam w marcu 🙂 W pewnym momencie dochodzimy do kolejnego sowieckiego betonu – Pomnika na Górze Marii. Upamiętnia on ofiary z II wojny światowej. Z tego miejsca również mamy piękny widok na zatokę. Gdyby nie Michał, to zerknięcie na pomnik z daleka w zupełności by mi wystarczyło:) Z drugiej strony froma przypominająca dno statku skierowanego w stronę morza sprawia, że lepiej się przyjżeć pomnikowi z bliska. Idąc dalej i dalej w końcu dochodzimy do portu. Niewielka przystań jachtowa pamięta jeszcze czasy Letnich Igrzysk Olimpijskich. W tejże zatoce odbywały się konkurencje żeglarskie. Dostrzec można jeszcze pozostałości po olimpiadzie – budynki i instalacje. W ledwo co trzymających się budynkach możemy zastać saunę, siłownię i baseny. Wszystko to podziwialiśmy z bezpiecznej odległości, ponieważ trzeba było zawracać, aby zdążyć na wycieczkę do więzienia. Kadriorg Kadriorg, czyli Dolina Katarzyny. Uparłam się, żeby zobaczyć Ogród Japoński i Park Kadriorg. Co do tego pierwszego to cóż, pewnie przez porę roku nie było tam prawie nic…Wiosną wszystko rozkwita, a jesienią zachwyca różnorodnymi barwami. Tym razem straszyło pustką i gołymi drzewami. Park Kadriorg w lato na pewno jest zachwycający, a zimą jest po prostu ładnym, zielonym terenem. Czy warto? Myślę, że tak. Mamy szansą zobaczyć kolejne, tym razem zielone oblicze Tallinna, a także zobaczyć miejsce odpoczynku mieszkańców. Poza tym Kadriorg jest terenem zajmowanym przez prezydenta;) Targ Rybny Kalaturg Wychodząc ze słynnego, opuszczonego obiektu olimpijskiego trafiliśmy na targ rybny. Zawsze lubimy odwiedzać wszelakie targi, bazary z lokalnymi specjałami. W przypadku Tallinna był to wysyp, różnorodnych ryb:) Chyba trafiliśmy na końcówkę, ale warto było zajrzeć:) Jadąc do Tallinna nie sądziłam, że przyjdzie nam odkryć aż tyle fajnych miejsc . Skandynawski powiew jeszcze bardziej dodawał klimatu. Opuśćcie mury starego miasta, a zobaczycie ciekawszy i różnorodny Tallinn. Spędziliśmy tam dwa, pełne dni. Wystarczająco, aby zobaczyć wszystko to, co chcieliśmy. Jeżeli zostalibyśmy o jeden dzień dłużej to z pewnością spędzilibyśmy go w Muzeum Morskim lub w Muzeum Marcepana. Także 2 dni są idealne na zwiedzenie okolic centrum i starówki tego zaskakująco egoztycznego miasta. Najbliższe otoczenie stolicy Estonii obfituje w rozliczne atrakcje. Znajdziecie tu urocze wodospady, malownicze klify oraz darmowe pola campingowe, przygotowane przez RMK. W niniejszym poście zabiorę Was na krótką wycieczkę po okolicach Tallina. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat samego Tallina, zachęcam do zapoznania się z moim przewodnikiem po stolicy warto zobaczyć w pobliżu Tallina? Interaktywna mapa Na mapie zaznaczyłem najciekawsze miejsca, które warto odwiedzić, zwiedzając okolice Tallina. Znajdziecie tu również darmowe campingi RMK. Każde miejsce obdarzone jest krótkim opisem. Możecie dodać mapę do Waszego dysku Google, by mieć do niej dostęp w dowolnym momencie. Przygotowałem również plik .kmz z zapisem punktów, który możecie pobrać (kliknij tu, aby ściągnąć plik) i użyć na swoim urządzeniu GPS, bądź w aplikacji Locus Map na z zaznaczonych na mapie miejsc udało mi się odwiedzić w czasie wyprawy rowerowej w 2018 roku…Wodospad Jägala (Jägala Juga)Pierwsza z opisanych atrakcji znajduje się około 26 km na wschód od Tallina, w pobliżu miejscowości Koogi. Wodospad odwiedzamy wracając z wycieczki po Parku Nardodowym Lahemaa. Między miejscowościami Ruu i Koogi przekraczamy rzekę Jägala i podążamy gruntową dróżką. Wkrótce docieramy do parkingu i rozległej łąki. Widok gromady turystów każe nam podejrzewać, że znajduje się tutaj coś ciekawego. Gdy podchodzimy bliżej naszym oczom ukazuje się Jägala Juga, jeden z najpiękniejszych wodospadów w na 8 metrów i szeroki na ponad 50, wodospad Jägala jest największym naturalnym wodospadem na terenie kraju. Szczególnie imponujący widok musi stanowić wiosną, kiedy zimowe roztopy wzmacniają nurt rzeki. Niestety, kiedy odwiedzamy Jägalę jest już czerwiec, a nurt zakrywa około ¼ szerokości całego wodospadu. Mimo wszystko, wielka kaskada wciąż robi wrażenie. Rzeka jest tu tyle płytka, że z łatwością możemy przeprawić się na drugą stronę, brodząc w chłodnej wodzie. To przyjemna ulga w ten gorący dzień. W pobliżu wodospadu znajduje się rozległa łąka na której odpoczywamy w cieniu drzewa. Strome i wąskie schody pozwalają zejść na dół stromego jaru, gdzie możemy podziwiać spadające wody z nieco innej perspektywy. Drobna mgiełka unosi się wszędzie wokoło, a promienie słońca załamują się w drobinach wody, tworząc tęczowe perspektywą kąpieli, udajemy się w dół rzeki, gdzie znajdujemy ustronne miejsce. Woda jest czysta, ale nurt rwący. W podróży rowerowej często trudno o porządną kąpiel, więc trudno powstrzymać się gdy nadarza się tak dobra okazja…O tym, jak nie zwiedziliśmy Muzeum Wsi Estońskiej…Po wizycie nad wodospadem Jägala skierowaliśmy się z powrotem na Tallin. Zwiedzanie tamtejszych zabytków zabrało nam sporą część popołudnia. Wieczorem czekała nas ostatnia z atrakcji tego dnia. Na obrzeżach miasta znajduje się skansen, będący rekonstrukcją osady rybackiej z XVIII wieku. Wnętrza około 80 obiektów, które zgromadzono na obszarze osady, pomogą Wam poznać różne aspekty codziennego życia mieszkańców estońskiej popołudniem, w towarzystwie rosyjskiego rowerzysty z Narwy (co ciekawe, posiadał nasze polskie sakwy Crosso) ścigamy się z czasem, aby zdążyć przed zamknięciem muzeum. Zwiedzanie stolicy zajęło nam sporo czasu, a skansen otwarty jest do 20:00. Niestety, na miejsce przybywamy o 20:03 i zastajemy zamkniętą bramę. Nieco rozczarowani rozstajemy się tu z naszym nowo poznanym towarzyszem podróży i udajemy się drogą wzdłuż wybrzeża Bałtyku, poszukując miejsca na Vääna-Jõesuu i nocleg na wybrzeżu BałtykuNa szczęście o to w Estonii nie trudno. Kawałek za miejscowością Vääna-Jõesuu znajdujemy jeden z campingów RMK (więcej campingów położonych w okolicy Tallina znajdziecie na mapce, załączonej wyżej). Położony jest tuż przy piaszczystej plaży, koło ujścia rzeki Vääna do morza. Kamping jest wyposażony w stoliki i ławeczki a dostępu do morza strzeże figura pogańskiego bóstwa, wyrzeźbiona w pniu drzewa. Szeroki na dziesięć i wysoki na sześć metrów Keila Juga jest trzecim co do wielkości wodospadem w Estonii. Tym razem mamy szczęście i wodospad Keila możemy podziwiać w znacznie lepszej formie niż Jagala. Woda leje się tu szerokim strumieniem. Śmiało można powiedzieć, że Keila Juga to taka mała, estońska wiesz, że?Moc spadającej wody pomaga zasilać okoliczne miejscowości w prąd? Przy wodospadzie Keila znajduje się turbina jednej z najstarszych elektrowni wodnych w Estonii, która zaczęła pracę już w 1928 roku. Co ciekawe, w średniowieczu w tym samym miejscu znajdował się młyn. Źródła potwierdzają jego obecność już w 1555 wzgórzu w pobliżu wodospadu znajduje się pięknie odrestaurowany neogotycki pałacyk. Natomiast po przeciwnej stronie rzeki można odbyć spacer długim na około 3 km szlakiem, który prowadzi po na rzece TreppojaDalej kierujemy się w stronę półwyspu Pakri. Po drodze natknęliśmy się na kolejną atrakcję wodną atrakcję. Tym razem nie jest to monumentalny wodospad, a jedynie skromna kaskada, seria mniejszych progów skalnych, porozrzucanych po rzece Treppoja. Znajduje się tu również tablica informacyjna z mapą, na której możemy prześledzić okoliczne atrakcje. Okazuje się, że kolejne wodospady czekają na nas po drodze na półwysep Pakri…Klify Pakri i latarnia morskaPodążamy dalej szlakiem wyznaczonym przez estońskie wodospady. Tuż za miejscowością Kersalu znajdować się mają aż trzy. Niestety, choć dopiero początek czerwca, najwyraźniej co bardziej wątłe estońskie strumienie już wyschły, gdyż z GPSem w ręku nie udało nam się odnaleźć ani jednego. dalej przez Półwysep Pakri, mijamy pola wiatraków. Elektrownie wiatrowe stanowią bardzo częsty widok na Estońskim wybrzeżu. Cel naszej drogi wyznacza biało-czerwona, wysoka na 52 metry latarnia morska. W pobliżu półwyspu Pakri przebiega bardzo ważny szlak morski, a skały i urwiska stwarzają niebezpieczeństwo dla przepływających statków. Dlatego obecność struktury sygnalizacyjnej była tu wiesz, że?Wybudowana w 1889 roku weża nie była pierwszą tego typu strukturą na półwyspie Pakri?. Około 80 metrów dalej, na samej krawędzi urwistego klifu podziwiać można ruiny starszej latarni. Car Piotr I zlecił jej budowę już w 1724 roku. Postępująca erozja nabrzeża sprawiła, że z czasem latarnia znalazła się zbyt blisko morza. W związku z tym musiała zostać zburzona i zastąpiona nową wieżą. Latarnia Pakri jest najwyższą latarnią morską na terenie Estonii. Nieopodal znajduje się kolejny punkt widokowy: kamienny balkon zawieszony nad stromym klifem. Daje nam kolejną okazję, aby podziwiać skalne formacje bałtyckiego krótkim odpoczynku ruszamy dalej, a w drodze przez Estonię czeka nas jeszcze wiele niespodzianek… Autor Wiadomość Temat postu: Tallinn - kilka informacji #1 Wysłany: 08 Cze 2012 11:37 Rejestracja: 02 Kwi 2012Posty: 16 Wlaśnie wróciłem z 2-dniowego wypadu do ze Sztokholmu-Skavska - czas lotu ok 50 min. Koszt na 4 osoby- ok 300 zł w obie strony. Linia: informacji praktycznych:Lotnisko bardzo blisko centrum miasta - ok 4 km od starego miasta. Koszt przejazdu TAXI to ok 10 EuroSamo lotnisko bardzo nowoczesne. Żadnych kontroli wielkości i wagi w Tallinnie takie jak w Polsce tylko wyrazone w w hostelu na starym mieście: 2 noce dla 6 osób ok 150 $ czyli wychodzilo 12,5$ za noc na bardzo przyjemny, czysty i super zlokalizowany: Tallinn to piękne miasto, otoczone murami z kilkudziesięcioma pieknymi elegancko, zwiedzenie starczy jeden pelny poczatku czerwca odbywały się tzw. Dni Starego Miasta w Tallinnie - pokazy rycerskie, ludzie poprzebierani w stroje ze średniowiecza, koncerty na Starym 1 Euro mozna było zjeść zupę z jelenia zagryzając suszonym wszystkim ten kierunek, bo wydaje sie jeszcze stosunkowo mało Polski w promocji LOTU mozna znaleźć przelot do Tallinna za 260 zł w obie strony. Tallinn może stanowić dobra baze wypadową do innych stolic nadbaltyckich np. Rygi. _________________ Ostatnio edytowany przez michzak, 06 Kwi 2018 14:31, edytowano w sumie 1 raz Literówka Góra Arekkk uważa post za pomocny. martFa Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #2 Wysłany: 19 Paź 2012 15:23 Rejestracja: 26 Lip 2010Posty: 65 warto w pierwszej kolejności udać sie do info turystycznej z czerwonym znaczkiem na Vana-Posti,boczna od kina. dostaniemy tam po pierwsze mapę,na której zaznaczone są jadłodajnie,kawiarnie,puby,cenrta handlowe-wszystko dla budżetowych podróżników:-) mniej więcej można to sobie zobaczyć na dodatkowo w TI powiedzą nam co się dzieje dziś w mieście,co można zobaczyć za free,gdzie jest koncert itd. mają też dużo kuponów zniżkowych do knajp,pubów zupę z jelenia można zjeść w kosztuje 1e blisko starego miasta centrum handlowe SOLARIS,na dole w markecie bardzo przystępne ceny! w żadnym wypadku nie decydujcie się na hostel Knight! to co widnieje na zdjęciach różni się od rzeczywistości w 100%! znaleźliśmy ciekawe połączenie WMI-NYO NYO-TLL (6h na lotnisku) TLL-RYG RYG-WMI (2h na lotnisku) całość pogodą jest różnie,było i słońce-świetna pogoda na zwiedzanie,i deszcz-czyli pogoda barowa _________________ Góra maciejwroclaw Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #3 Wysłany: 19 Paź 2012 16:29 Rejestracja: 13 Lip 2011Posty: 2090 Ze swojej strony poza Starowka polecam wybrac sie do interaktywnego muzeum statkow (i nie tylko) polozone nad morzem, max 2km od centrum Tallinna - mozna przejsc sie na piechotke. Z ciekawszych rzeczy mozna przejsc sie po lodzi powodnej (do 2011 byla w uzyciu), przeleciec sie samolotem (symulator) czy poplywac elektrycznie sterowanymi ministatkami. Sporo historii, sa tez statki do zwiedzania na zewnatrz-poza budynkiem glownym i tez warto. _________________"Podróżować to żyć." ( wyszukiwarka tanich lotów na forum o wyszukiwarce tutaj Góra Agna Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #4 Wysłany: 19 Lip 2013 15:40 Rejestracja: 16 Lip 2013Posty: 28Loty: 109Kilometry: 193 212 Góra gruda Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #5 Wysłany: 29 Sty 2014 04:26 Rejestracja: 26 Gru 2011Posty: 101 Góra facaldo Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #6 Wysłany: 13 Lut 2014 19:25 Rejestracja: 17 Sty 2014Posty: 136Loty: 45Kilometry: 113 944 a ja wybieram sie do Tallina na poczatku marca i niestety z simple express nie pasuja mi godziny odjazdu do Polski, a dokladnie do Warszawy ;/ Czy ktos moglby mi polecic jakiegos innego przewoznika poza ecolines, ktore tez niestety odpada? z gory dziekuje Góra matt Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #7 Wysłany: 13 Lut 2014 19:40 Rejestracja: 30 Cze 2011Posty: 491 niebieski gruda napisał(a):Polecam darmowe zwiedzanie codziennie o 12 a szczególnie z tą panną Przesympatyczna i wesoła dziewczyna z talentami aktorskimi sprzeda wam najważniejsze fakty, ciekawostki, anegdotki i inne dykteryjki nie tylko o mieście, ale i o Estonii i Estończykach w ogóle. Zajebiście spędzone 2 godziny. Nie skąpić grosza na koniec cebulaki Ile dać za taki tour, żeby nie być cebulakiem? Góra Zeus Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #8 Wysłany: 13 Lut 2014 19:47 Sezonowy Cebulion Rejestracja: 20 Lis 2011Posty: 18501 zależy od statusu, cy jesteś studentem itd. Ja daję tak koło 5 euro za osobę Góra bagheera604 Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #9 Wysłany: 02 Kwi 2014 10:21 Rejestracja: 22 Lis 2013Posty: 33 gruda napisał(a):Polecam darmowe zwiedzanie codziennie o 12 a szczególnie z tą panną Przesympatyczna i wesoła dziewczyna z talentami aktorskimi sprzeda wam najważniejsze fakty, ciekawostki, anegdotki i inne dykteryjki nie tylko o mieście, ale i o Estonii i Estończykach w ogóle. Zajebiście spędzone 2 godziny. Nie skąpić grosza na koniec cebulaki Jak najbardziej polecam, my byliśmy z tą panią -> bardzo fajna dziewczyna, opowiadała też anegdoty ze swojego życia pod kątem niepodległości Estonii, również talent aktorski i perfekcyjny angielski do tego Bardzo miło spędzony czas, dałam 10 euro za 3 osoby (ludzie raczej monety dawali z tego co zaobserowałam)maciejwroclaw napisał(a):Ze swojej strony poza Starowka polecam wybrac sie do interaktywnego muzeum statkow (i nie tylko) polozone nad morzem, max 2km od centrum Tallinna - mozna przejsc sie na piechotke. Z ciekawszych rzeczy mozna przejsc sie po lodzi powodnej (do 2011 byla w uzyciu), przeleciec sie samolotem (symulator) czy poplywac elektrycznie sterowanymi ministatkami. Sporo historii, sa tez statki do zwiedzania na zewnatrz-poza budynkiem glownym i tez mi się podobało, może jak ktoś jest pasjonatem tematu to go zainteresuje, za wstęp płaciłam 14 euro a jedyną naprawdę ciekawą rzeczą była wystawa na temat titanica, która była tylko tymczasowa. Samo muzeum mało interaktywne i głównie nastawione na aspekty związane z wojną. _________________ Góra zoli Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #10 Wysłany: 24 Maj 2014 13:51 Rejestracja: 15 Cze 2013Posty: 1066Loty: 4Kilometry: 5 374 srebrny gruda napisał(a):Polecam darmowe zwiedzanie codziennie o 12 a szczególnie z tą panną Przesympatyczna i wesoła dziewczyna z talentami aktorskimi sprzeda wam najważniejsze fakty, ciekawostki, anegdotki i inne dykteryjki nie tylko o mieście, ale i o Estonii i Estończykach w ogóle. Zajebiście spędzone 2 godziny. Nie skąpić grosza na koniec cebulaki ooo też z nią byliśmy i szczerze polecamy ! _________________ Góra Juve Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #11 Wysłany: 24 Maj 2014 19:04 Rejestracja: 28 Lis 2012Posty: 1095Loty: 131Kilometry: 153 160 niebieski My także:) Nie nudziłem się jak to czasem bywa. _________________ Góra kingakoralewska Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #12 Wysłany: 06 Sie 2014 14:13 Rejestracja: 04 Sie 2014Posty: 27 Cześć,postanowiłam odświeżyć trochę temat, bo w listopadzie tego roku wybieram się na dwa dni do stolicy Estonii i zastanawiam się co warto zwiedzić w tym okresie Talinie. Znacie może jakieś fajne miejsca, które moglibyście z czystym sumieniem polecić? Oczywiście czytałam trochę o atrakcjach Tallina ale chciałabym poznać Wasze opinie i rekomendacje, będę wdzięczna za każdą odpowiedź _________________Zapraszam na swojego bloga o podróżach! Góra ewaolivka Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #13 Wysłany: 06 Sie 2014 14:31 Rejestracja: 25 Paź 2012Posty: 927 niebieski Tallinn świetny! Poza samym miastem jeszcze pięknie położony skansen (dla lubiących takie miejsca). Dojazd autobusem...chyba 22 z przed dworca kol. (niestety, nie pamiętam). Wstęp 6 €, teren bardzo rozległy, można pożyczyć rower. Wiatraki, zagrody , chaty rybaków nad zatoką, można zjeść dane obiadowe, wypić kawę w starej chacie. Wybór mały, ale dobre smaki i dość niskie ceny. Bo wg. mnie Estonia wcale tania nie jest. Warto odwiedzić, ale w ładną pogodę. Nam akurat przypadła w udziale ulewa Góra kingakoralewska Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #14 Wysłany: 06 Sie 2014 15:00 Rejestracja: 04 Sie 2014Posty: 27 Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź! Fajny jest ten pomysł z rowerami ale obawiam się, że w listopadzie będzie z tym ciężko... własnie szczerze mówiąc nie wiem jakiej pogody mam się spodziewać w tym okresie, tzn. bardziej ulew czy śniegu _________________Zapraszam na swojego bloga o podróżach! Góra facaldo Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #15 Wysłany: 06 Sie 2014 15:12 Rejestracja: 17 Sty 2014Posty: 136Loty: 45Kilometry: 113 944 jesli chodzi o pogode, to ja bylam w marcu tego roku i sniegu nie bylo w ogole, ale bylo strasznie zimno i mrozno, a jak poszlismy nad Baltyk (swoja droga polecam) to juz w ogole wialo niesamowicie poza tym starowka jest przepiekna, warto powedrowac bez celu czasem, gdzies sie zapuscic, na pewno sie nie zgubisz, bo wszytsko jest w miare czytelne. Góra Marianna777 Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #16 Wysłany: 06 Sie 2014 15:29 Rejestracja: 24 Sty 2014Posty: 74Loty: 55Kilometry: 66 321 Ja polecam spacer brzegiem morza plażą w Piricie. Dojechać tam można z dworca autobusowego w 10 minut. Ładny widok na Tallin. Poza tym miasto super - można pospacerować po pięknej Starówce, zjeść zupę z łosia albo jeżeli tutaj okaże się za ciasno to można wyskoczyć do Helsinek promem. Ja byłam w czerwcu a i tak zmarzłam i zmokłam Góra Grzes830324 Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #17 Wysłany: 06 Sie 2014 15:37 Rejestracja: 06 Sie 2014Posty: 355Loty: 76Kilometry: 167 082 Po spacerku starówką, warto przejść się w kierunku portu i mariny - Stary port i posrod betonowej pustyni - wspiąc sie po kilkudziesiecu stopniach by miec niesamowity widok na Bałtyk.... do tego mewy spacerujace bez wiekszego skrepowania miedzy nogami Sam Tallin ma swoj urok, ale nikt nie zwrocil uwagi - o ile starowka w Rydze jest integralna czescia miasta, o tyle ta Tallinska - mimo uroku, po zmroku.... zamiera. Pustka cisza ... dla jednych to plus dla innych... niekoniecznie _________________zapraszam serdecznie :-) na nasz ig: Podróżnicy z Kórnika :-) Góra kingakoralewska Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #18 Wysłany: 06 Sie 2014 15:47 Rejestracja: 04 Sie 2014Posty: 27 Marianna777 napisał(a):można wyskoczyć do Helsinek promem. Ja byłam w czerwcu a i tak zmarzłam i zmokłam Całkiem niezły pomysł! Pamiętasz może ile płaciłaś za prom do Helsinek? W ogóle dziękuje Wam wszystkim za odpowiedzi, jesteście naprawdę bardzo pomocni I z tego co mówicie, będę musiała zaopatrzyc sie w cały arsenał swetrów, kurtek i czapek, żeby móc cały dzień spacerować po Tallinie _________________Zapraszam na swojego bloga o podróżach! Góra Grzes830324 Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #19 Wysłany: 06 Sie 2014 15:58 Rejestracja: 06 Sie 2014Posty: 355Loty: 76Kilometry: 167 082 28 euro w obie strony kupowane z wyprzedzeniem kilkudniowym przy rejsie - przy tym ukladzie troszke sie wynudzisz bo w Helsinkach za bardzo tyle nie ma co robic:) przy wczesniejszych powrotach - cena rosnie bo plynie inny jakosciowo prom _________________zapraszam serdecznie :-) na nasz ig: Podróżnicy z Kórnika :-) Góra kow Temat postu: Re: Tallin - kilka informacji #20 Wysłany: 15 Sie 2014 13:35 Rejestracja: 17 Gru 2012Posty: 484Loty: 108Kilometry: 164 910 niebieski Witam...W ostatni weekend (sb-wt) byliśmy z kolegą w Tallinie. Lecieliśmy LOT (bilety pół roku wcześniej kupione za 119 zł). W sumie spaliśmy w Tallinie 3 noce (Hotel Economy przy dworcu kolejowym ul. Koplii 2c - pokój 2os ze śniadaniem za 85E /3 dni - więc ok 14 E/os/dobę).Prom do Helsinek - w nd 28E (kupowany w piątek przed wylotem). Wypłynięcie z Tallina o 7 rano powrót na miejsce koło północy, w Helsinkach 11 h - więc sporo Tallinie kupiliśmy Tallin Card 24h i powiem, że jak się chce coś więcej zobaczyć to warto. Jeśli ma się w planach wejść np tylko na jedną wieżę na Starówce czy mury, to raczej nie warto w - SeaHarbour ... and-prices (całkiem fajne, można 2-3 h spędzić)- wieża TV - bardzo przyjemnie spędzony czas (wieża ciekawiej zorganizowana jak np w Rydze)- wieże i baszty na Starym Mieście ( Ratuszowa, Kiek in de Kock, w kościele Św. Olafa, w kościele NMP)- muzeum morskie (Fat Margaret), kościół Św. DuchaDodatkowo na karcie można skorzystać z darmowej komunikacji miejskiej i jednej trasy autobusów bardzo pozytywne wrażenia z Tallina. Zupa w Drakonie pyszna Jeśli to kogoś interesuje to w nd w kościele Piotra i Pawłą msza św. o 10 jest po polsku. _________________ Góra Jeśli ktoś mnie obserwuje w mediach społecznościowych, mógł zauważyć, że spędziłam majówkę na Dolnym Śląsku. Wybierałam się tam od dawna, bo a) np. we Wrocławiu M nie był, a ja właściwie też nie (wycieczka klasowa w 7. klasie podstawówki się nie liczy, skoro nic z niej nie pamiętam), b) uruchomiłam „projekt: babcia”, czyli chciałam zobaczyć miejsca, w których kiedyś mieszkała moja od Wrocławia, jeszcze przed właściwym długim weekendem, i spędziliśmy tam łącznie 2,5 dnia przed podróżą do Kotliny Kłodzkiej i na koniec w jeleniogórskie (z grubsza okolice Karpacza). Po namyśle może termin nie był najlepszy, przynajmniej jeśli chodzi o tereny pozamiejskie. Dawno nie jeździłam po wsi polskiej poza własnym województwem, jeszcze dawniej nie wyjeżdżałam na majówkę i nie spodziewałam się takiej liczby ludzi zwłaszcza w miejscach – jak sądziłam – nie topowych turystycznie. Nauczka na przyszłość (choć, z drugiej strony, o tej właśnie porze roku krajobrazy upiększa kwitnący rzepak).WROCŁAWMoże za bardzo chciałam, żeby miasto, o którym tyle słyszałam (+ babcia mieszkała ok. 20 lat, poznała dziadka i wzięła ślub), mi się spodobało. Tymczasem… trochę jak z Trójmiastem. Powinno przypaść do gustu, i jest wiele plusów, ale serce szybciej nie bije ;). Może błędem było pójście pierwszego wieczora ok. 22 na Rynek? Bo w dzień to miejsce też mnie nie zachwyciło, ale przynajmniej wszystkie pstrokate szyldy, neony i reklamy na historycznych budynkach nie były podświetlone. Niestety, jest to cecha wszystkich znanych mi polskich miast i miasteczek, która mnie razi i przeszkadza. (I dlatego mam stosunkowo mało zdjęć z Wrocławia – bo próbowałam fotografować tak, żeby w kadrze tych ‘ozdób’ nie było). Wiem jednak, że wiele osób nie widzi żadnego problemu 😉 (wnioskuję z zachowania innych turystów).Co mi się więc podobało? Park Szczytnicki, przez który przejechaliśmy się rowerem miejskim (po tym, gdy okazało się, że moje z rzadka używane konto Veturilo działa i we Wrocławiu, i po tym, gdy udało nam się w końcu znaleźć dwa sprawne rowery… ;). Chciałam przede wszystkim zobaczyć Halę 100-lecia oraz Ogród Japoński (w którym chciałam odtworzyć zdjęcie Babci wcześniej tu pokazywane, ale pagoda się zmieniła… i liczba ludzi w tle również ;), ale ostatecznie podobała mi się dużo bardziej dalsza, mniej uczęszczana część parku. Przy okazji obejrzeliśmy też modelowe osiedle WUWA (gratka, jeśli ktoś lubi modernizm). Na plus też zaliczam Ogród Botaniczny w Ostrowie Tumskim (ale to doświadczenie, które moim zdaniem trudno zepsuć – jeśli się lubi ogrody botaniczne) i wystawę stałą w Centrum wszystkim jednak wielkim plusem Wrocławia jest to, że można tam dobrze zjeść; ba, dla gastronomii mogłabym nawet wrócić ;). Moje typy poniżej. Na śniadanie: DinetteNic nowego, lokal znajduje się w chyba każdym rankingu wrocławskich śniadań, sama słyszałam rekomendacje od ok. 10 osób. I były one zasłużone: wybór ogromny, gdybym nie była przy pierwszej wizycie ufiksowana na jajka po turecku, długo bym dumała, co wybrać. Były smaczne, podane z własnym pieczywem, jednak jeszcze bardziej sycące niż te, które samą robiłam (wydaje mi się, że to kwestia ilości jogurtu) i bardzo długo potem nie byłam głodna. Za drugim razem wybrałam opcję twarożek i warzywa, i też był to smaczny wybór, choć również większy niż się spodziewałam. Na wynos zamówiliśmy również bajgle. Co ciekawe, Dinette piecze je z innego niż zazwyczaj ciasta, tzn. w moim odczuciu to bardziej tureckie simit, co mi całkiem małe co nieco: W kontakcie/Craft na ManhattanieW sumie w przypadku W kontakcie powinnam powiedzieć „na hummus”, bo knajpka to właśnie serwuje: hummus w wielu postaciach, z różnymi dodatkami. Nie spodziewałabym się, że hummus + kapusta czy + kalafior to mogą być rzeczywiście udane połączenia a zostałam mile zaskoczona. Zupełnie przypadkiem dzięki wizycie w tym miejscu odkryliśmy też ciekawotkę architektoniczną pt. Manhattan, tj. białe (odnowione) i ciemnoszare (nieodnowione) bloki a la Gwiezdne Wojny, które mnie osobiście się całkiem z zewnątrz spodobały. Do jednego pawilonu przytuliło się także kilka food trucków (tzn. widzieliśmy trzy), tworzące Craft na Manhattanie. Udało nam się następnego dnia z jednego wozu kupić (i zjeść) całkiem smaczne kolację: Oda BistroO Odzie przeczytałam u Nakarmionej Stareckiej, zachęciłam się, obejrzałam zdjęcia potraw, na koniec zobaczyłam, że cena menu degustacyjnego to 95 zł – i uznałam, że nie ma nad czym się zastanawiać ;). Po wizycie mówię: idźcie! Może porównania do kuchni Trzópka są trochę na wyrost, ale dania są ciekawe i mimo ich restauracyjnego charakteru, można wyciągnąć także pomysły do wykorzystania w domu, jak choćby masło borowikowe czy dodatek świeżych liści szczawiu w zupie. Z zestawu pięciu dań nr jeden był dla nas… deser, a rzadko się to zdarza (poza pierwszą wizytą w Tamce). To ciastko, które widzicie w dolnym prawym rogu zdjęcia, zawierało, uwaga, grzyby (oraz kaszę manny). Wiem, że brzmi to dyskusyjnie, ale smakowało wspaniale – inne oblicze swojskiej kremówki ;). Nr dwa była wspomniana piwo: Browar Stu MostówJeśli lubicie piwo, chcecie popróbować różnych gatunków i popatrzeć sobie na kadzie, warto przejechać się na Karłowice (w ramach #babciaprodżekt zapoznawałam się z dzielnicami miasta) do Browaru Stu Mostów. Przetestowaliśmy kilka piw jasnych, w tym co najmniej dwa pale ale (obydwa bdb), nitro stouta (powtórek nie będzie 😉 oraz Schopsa, który jest również specyficznym produktem, bo tak naprawdę rekonstrukcją historyczną. Mnie przypomniał pierwsze piwo uwarzone przez M kilka lat temu ;), ew. piwo miodowe z Olde Hansa w Tallinie. Jeśli chodzi o jedzenie, nie liczcie na lekkie warzywne dania: raczej mają na celu stworzyć konkretną podkładkę pod piwo, a przystawki są wielkości dań głównych (albo zamówiliśmy same przystawki i wyszliśmy bardzo najedzeni).Na zakupy spożywcze: Hala TargowaTu trochę się waham, bo jako osoba poniekąd wychowana na Hali Mirowskiej i wciąż robiąca tam czasem zakupy nie mam wrażenia, że wrocławska Hala Targowa oferuje wybitny asortyment (zajmuje także mniejszą powierzchnię niż jej stołeczny odpowiednik, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę okoliczne targowisko), choć ciekawy wydaje mi się dość duży udział towarów kolonialnych (hiszpańskich, tureckich itd.) do zwykłych straganów warzywnych. No i w Warszawie nie ma takiej fajnej antycznej windy ;).I na koniec powinna być jeszcze kategoria „Na kawę”, ale nie będzie, bo nie znalazłam niestety miejsca, które by mi naprawdę pasowało, a te polecane (np. Cafe Targowa w ww. opisanej Hali) WROCŁAWIEMZ Wrocławia ruszyliśmy do Kotliny Kłodzkiej: po krótkim przystanku w Kamieńcu Ząbkowickim zwiedziliśmy Kłodzko (gdzie okazało się, że kawiarnia Kavosh, w której schowaliśmy się przed deszczem, robi zupełnie przyzwoite espresso macchiato) i zjechaliśmy do Pałacu Piszkowice, naszej bazy przez trzy dni. Na lokalizacji mi zależało ze względu na bliskość do Bożkowa (skąd pochodziła moja rodzina), ponadto mieszkanie w pałacu, który jest w trakcie renowacji i dopiero się otworzył dla gości jest ciekawym doświadczeniem (zwłaszcza, jak można porozmawiać z właścicielem-pasjonatem). Jeśli Wam nie przeszkadza, że jest to work in progress, bardzo polecam (zwłaszcza w porze roku/aurze która pozwala spędzić trochę czasu na którymś tarasie ogrodu). Dodatkowym plusem jest bliskość całkiem dobrej restauracji w Pałacu Kamieniec (4 km z Piszkowic, co można potraktować jako odległość spacerową, nawet jeśli jest to spacer brzegiem szosy, więc jedliśmy tam dwa razy). Dla nas była to także dobra lokalizacja do paru wycieczek pieszych niekoniecznie drogą utwardzaną. Od jakiegoś czasu chciałam pojechać w Góry Stołowe – właściwie to od kiedy przeczytałam Boczne drogi, czyli od jakichś trzydziestu lat. Szczeliniec (istotny dla akcji powieści 😉 wyobrażałam sobie jednak nieco inaczej, i nie chodzi mi akurat o infrastrukturę z czasów PRL, a raczej ukształtowanie terenu. Tak się złożyło, że pojechaliśmy tam na samym początku, i już na widok parkingu uznałam, że może jednak turystów nie brakuje (mimo dość wczesnej pory, chłodu, wiatru i kiepskiej widoczności). Kolejne trasy (okolice Radkowskich Skał czy Góry Złote z Jawornikiem Wielkim) zaplanowałam bardziej kameralne, choć, jak się okazało, też więcej osób niż na to liczyłam miało ten sam pomysł ;). Jak to ujął M: „Wszystko przez Przerwę-Tetmajera”, pijąc do siły turystyki pieszej w narodzie polskim. Obiektywnie jednak powinniśmy się cieszyć z aktywności fizycznej kontra stereotypowa wizja majówki pt. pokotem koło grilla, a atrakcyjne tereny i widoki w końcu do tego zachęcają. Te wędrówki przerywaliśmy sobie zwiedzaniem uzdrowisk typu Kudowa czy Lądek Zdrój. To pierwsze miasto pozostanie dla mnie „tym z retro kuchnią”, przy czym mam na myśli takie niedawne retro. Może zdjęcie poniżej wyjaśni najlepiej, o co chodzi ;). Nie wiem, jak wy, ale ja takiej porządnej zapiekanki, jak w latach 80. mogłam kupić dwie minuty spacerem od bloku, nie jadłam właśnie od lat 80. A na widok deseru z galaretką (w kawiarni Sissi – jaka znajoma nazwa ;0 – w budynku Domu Zdrojowego) zaczęłam nucić „Jesteśmy na wczasach”. Warto dodać, że większość deserów i tortów w gablotkach zawierała galaretkę, ale niestety kremu sułtańskiego nie widziałam (a był to kiedyś mój ukochany deser).Dodatkowo wyjeżdżając z okolic Kłodzka pokrótce zwiedziliśmy Świdnicę, która mnie miło zaskoczyła. Podobał mi się Kościół Pokoju wraz z przylegającym (dość niestety zaniedbanym) cmentarzem, a także pobliska dwa dni urlopu spędziliśmy „z widokiem na Śnieżkę”, w Miłkowie, trochę kontynuując klimaty retro, bo pod pewnymi względami w Pałacu Spiż czas się zatrzymał ;). Jeśli macie ochotę na dania obiadowe z bukietem surówek (które moim zdaniem są bardzo dobrą tradycją) albo na śledzia, który ma i śmietanę, i surowe jabłko, i sporo cebuli na boku, a do tego całkiem dobre piwo (większość gości kupuje hurtem na wynos), wpadnijcie tam na obiad. Nie liczyłabym jednak na dania wegańskie czy jarmuż. Z tym łatwiej będzie w Karpnikach, dokąd pojechaliśmy do restauracji, a to, że mieści się w (kolejnym) zamku, było dodatkowym bonusem ;). Jedliśmy zupy-krem (burak/papryka) oraz mięso (jagnię/dziczyzna) – wszystko smaczne, może nie wyjątkowo odkrywcze, ale nie wahałabym się polecić innym (podobnie jak ww. Kamieniec). Wcześniej tego samego dnia zamiast wspiąć się na Śnieżkę (co przed Szczelińcem nawet rozważałam), mokliśmy w Rudawach Janowickich, ale choć z punktu widokowego (tzn. Małej Ostrej) było widać głównie chmury, była to całkiem satysfakcjonująca wpis podróżny wyszedł dłuższy niż planowałam – ciekawe kto dobrnął do końca ;). Dodam, że nie opisywałam wszystkich miejsc, w których się zatrzymywaliśmy, bo starałam się skupiać na plusach. Może jednak przegapiłam jakieś prawdziwe perełki? Jak tak, proszę o info, przyda się na następny raz.

gdzie zjeść w tallinie